wtorek, 11 października 2016

FELIETON: Seriale górą. Czy przemysł kinowy właśnie przeżywa największy przewrót w historii?

Seriale górą. Czy przemysł kinowy właśnie przeżywa największy przewrót  w historii?

W ostatnich dniach odszedł z tego świata Andrzej Wajda, jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii polskiej kinematografii. I skłoniło mnie to do refleksji… czy to nie taki symboliczny zmierzch kina. Nie tylko polskiego, ale kina w ogóle.

Oczywiście wstęp brzmi trochę zbyt patetycznie. Żaden zmierzch kina nie następuje i pewnie długo nie nastąpi. Ale mamy do czynienia ze swego rodzaju przewrotem. No bo, przypomnijcie sobie, na ilu dobrych nowych produkcjach byliście w kinie w ostatnim czasie?  A może przeglądaliście repertuar i po prostu nie było na co iść? Porównajcie to teraz z ilością dobrych seriali, które wychodzą. Nastąpiło pewne przesunięcie budżetów – jeszcze kilka lat temu seriale były traktowane po macoszemu, teraz to one wiodą prym wśród dużych produkcji. Jeśli zaś chodzi o hity kinowe, to… mamy do czynienia z wiecznie odgrzewanym kotletem. Wytwórnie wolą dać pieniądze na kolejne prequele i sequele niż na coś zupełnie nowego, bo w ten sposób minimalizują ryzyko straty.

W ostatnich latach widzami zawładnęły takie serialowe produkcje jak Narcos, Breaking Bad, House of Cards, The Waling Dead. Można wymianiać naprawdę długo i tylko z pamięci. A jeśli chodzi o wielkie tytuły kinowe? Takie, które za pięć lat nadal będą znane? Może Nietykalni, a poza tym raczej długo długo nic.

W latach dziewięćdziesiątych pojawiły się takie filmy jak Skazani na Shawshank, Forrest Gump, Zielona Mila, Lista Shindlera czy Milczenie Owiec. Te filmy z przyjemnością oglądają i ci, którzy urodzili się długo po ich nakręceniu. Mam zupełną pewność, że będą się cieszyły równie dużą popularnością i za 20 lat.

Jeśli chodzi o Władcę Pierścieni, Avatara, czyli – było nie było – jedne z największych hitów ostatnich lat – takiej pewności nie mam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz